niedziela, 5 września 2010

Stres


wyobraź sobie, że grasz w strategię; masz jakąś sytuację stresową- inwazja, ale nie wiesz z której strony, musisz się przygotować:

Najważniejsze jest dla Ciebie serce i mózg- musisz je za wszelką cenę ocalić- mózg odbiera sygnał "walcz albo uciekaj"- jak w strategii- włączasz mode- deffens- rozszerzasz źrenice- chcesz widzieć wszystko co się dzieje wokół, uwalniasz zapasy pożywienia dla mózgu i mięśni na wypadek gdyby trzeba było natychmiast uciekać, przyśpieszasz akcje serca, żeby wszędzie dopłynęły zapasy zanim zacznie się walka, podnosisz ciśnienie, żeby wszystko w Twoim organiźmie się obudziło do walki, stroszysz włosy, zwłaszcza te małe na rękach i nogach- izolują Cię od zimna, jak dodasz do skóry grubość podniesionych włosów jesteś dużo grubszy, to jest futro, hamujesz jelita- trawienie i normalne prace zostawiasz na czas po walce, rozszerzasz oskrzela- chcesz mieć więcej tlenu.

czwartek, 2 września 2010

Akceptacja.

"I loved you in the morning, our kisses deep and warm,
your hair upon the pillow like a sleepy golden storm,
yes, many loved before us, I know that we are not new,
in city and in forest they smiled like me and you,
but now it's come to distances and both of us must try,
your eyes are soft with sorrow,

Hey, that's no way to say goodbye.
I'm not looking for another as I wander in my time,
walk me to the corner, our steps will always rhyme
you know my love goes with you as your love stays with me,
it's just the way it changes, like the shoreline and the sea,
but let's not talk of love or chains and things we can't untie,
your eyes are soft with sorrow,

Hey, that's no way to say goodbye."


Są dwa wykonania- polskie, wykonanie Radka w tłumaczeniu Zębatego jest zupełnie inną interpretacją, nasiąkniętą cierpieniem. Śpiewa, że nie wolno się żegnać w ten sposób, zupełnie jakby nie wolno się było żegnać im wcale.

Kiedyś nie mogłam znieść wykonania Cohena- dorosły mężczyzna, żegnający się z kobietą. Tłumaczący jej, że nie są niczym nowym. I tak to już bywa, że trzeba się rozstać i poszukać własnej drogi.

Te same słowa, dwie interpretacje.

"walk me to the corner, our steps will always rhyme."

Mam dużo ciepłych wspomnień i mogę się spokojnie uśmiechnąć przechodząc obok Ciebie.

środa, 28 lipca 2010

Lipiec.

Dni płyną na uświadomieniu sobie swojej pomyłki.

Faktycznie, 4 element to było tylko posuwanie się na pętli aż do akceptacji- jesteśmy znajomymi obecnie. Mogę się z nim spotkać, mogę porozmawiać, ale nie chce od niego niczego więcej. Łącznie z tym, że nie chce też by był mi przyjacielem.

Błędem była separacja od Mojego Bladego Blondyna. Lipiec upływa mi na ponownym zdobywaniu mojego chłopaka i uśwadamianiu mu, że wszystko będzie dobrze, że on może się czuć ze mną bezpiecznie i, że już nigdy mu czegoś takiego nie zafunduje.

Kobiety są straszne.

And you treated my woman to a flake of your life
And when she came back she was nobody's wife.

Leonard Cohen "Famous Blue Raincoat"



czwartek, 1 lipca 2010

"Och, ja się tylko targowałam." ?



Reaktywacja- chyba się pośpieszyłam.

Mam wrażenie, że po prostu posuwam się dalej na pętli. Jestem gdzieś na granicy depresji z akceptacją, a to co się działo, to było targowanie się.

Wybór pomiędzy M. a D. to wybór zupełnie różnych dróg. Któregokolwiek nie wybiorę pewnie będę szczęśliwa, ale też będę czasem żałować.

piątek, 18 czerwca 2010

4 element. reactivation.

Dobrze jest znów się czuć komuś potrzebnym i potrzebować.
Znów czuć, że ma się przyjaciół, że są tak blisko.

Byle do wakacji. Wakacji z 4 elementem ?

wtorek, 8 czerwca 2010

!

Co za obłęd, co za poroniona sytuacja.

czwartek, 27 maja 2010

Ups and downs...

On ma  teraz chyba bardzo dobry nastrój.

Ona teraz ma chyba dużo gorszy nastrój... a wcześniej przecież jakoś się trzymała bez niego.

Teraz wcale jeszcze nie ma "nas", ale przynajmniej sytuacja jest czysta i jasna. Czekam na jego ruch, teraz to on rozdaje karty.