wtorek, 22 września 2009


Wakacyjnie poszłam na lekcje gry na pianinie. Tylko wtedy mam okazję to ćwiczyć.

Nauczyciel: Pan Marek o smukłych palcach pyta:
czemu medycyna?
Odpowiedziałam szybko wyuczoną formułkę
(tak dużo osób pyta czemu wybrałam taki kiedunek).

Pan Marek ma takiego ucznia... Który chce się dostać na medycynę po liceum ponieważ fascynuje go dr House. Serialowy idol...

"Chirurdzy". Absolutnie nie mam nic przeciwko serialom dotyczącym lekarzy. Nie jestem tylko pewna czy to dobre zwierciadło rzeczywistości. Czy uczeń pana Marka nie zmieni kierunku kiedy na ekran tv wejdzie nowy fantastyczny serial o hydrauliku Samie?

"Chirurdzy". Absolutnie nic nie mam przeciwko tej specjalizacji. Tylko dlaczego nie ma serialu o pediatrach i geriatrach...
Ich specjalizacje wymierają, ale chirurg- to taka dobrze widziana w społeczństwie osoba.

czwartek, 9 lipca 2009

http://www.youtube.com/watch?v=1usDPlrcv-0&feature=related



"Czasami czuję się bardzo źle, brakuje mi przyjaciół. Brakuje mi Jurka przy mnie... mojego Jurka. Brakuje mi Eweliny, która zwykle nie słucha, i Kasi, Anny... mnijesza z tym. Brakuje mi bardzo Marcina. On był zaraz po Jurku. Nie wiem czy potrafisz sie przebić przez cały swój płaszcz zazdrości i zrozumieć jak bardzo mi go brakuje."

Z pamiętnika dla Dawida, 9 lipiec.
Od marca nic się nie zmieniło.

sobota, 6 czerwca 2009


I know the pieces fit'Cause I watched them fall away
Mildewed and smoldering Fundamental differing
Pure intention juxtaposed Will set two lovers' souls in motion
Disintegrating as it goes Testing our communication

The light that fueled our fire then Has burned a hole between us so
We cannot see to reach an end Crippling our communication

I know the pieces fit 'Cause I watched them tumble down
No fault, none to blame
It doesn't mean I don't desire to
Point the finger, blame the other Watch the temple topple over
To bring the pieces back together Rediscover communication

The poetry that comes From the squaring off between
And the circling is worth it Finding beauty in the dissonance

There was a time when the pieces fit But I watched them fall away
Mildewed and smoldering Strangled by our coveting
I've done the math enough to know The dangers of a second guessing
Doomed to crumble unless we grow And strengthen our communication

Cold silence has a tendancy to Atrophy any sense of compassion
Between supposed lovers
Between supposed lovers


I know the pieces fit

And I know the pieces fit

czwartek, 4 czerwca 2009

Wakacje, znów będą wakacje.



Mój wzrok się drastycznie pogarsza- tempo jest przerażające.

Nie widzę ludzi- przechodzę obok i nie widzę.

Mam nadzieję, że w wakację odpocznę wreszcie od
1.Komputera
2.Książek

Moich dwóch uzależnień.

Pójdę do pracy, zarobię na wakację,
będę miała świetne praktyki i nadrobię braki w treningu rowerowo-atletycznym.

Wezmę lekcję gry na pianinie- żeby znów zaczać plumkać (:
i może wreszcie wyrobię sobie papierek do nurkowania (:

Zabiorę się też poważniej za francuski, angielski i niemiecki.

Podszkolę ortografię polską i gramatyke angielską.

Zabiorę się za moje małe portfolio modelingu.



Będę bardzo szczęśliwa i wypoczęta. Znów będę sobą.

wtorek, 26 maja 2009

n-ta rocznica.


25 maja-
Spakowałam plecak, ubrana, uczesana (około 50 spinek na głowie), wsiadam na rower.
On już przyjechał.

Jedziemy na impreze do koleżanki- poczatek maturalnych wakacji.

Na miejscu szybko się przebieramy, troche ludzi już jest. Kociak daje mi matury z chemii do sprawdzenia- nawet po maturze człowiek się nie uchroni.

Zostawiamy rzeczy i idziemy na salę.

Impreza- sami znajomi- i on.

Później już my- ktoś za długo trzymał kogoś rękę, nie tylko tańcząc i tak zostało. Nie wiem jak. Każde z nas ma na to inną teorię.

Wracamy z koleżanką do domu. Mamy nocować u niej jak większość osób z klasy licealnej. Tylko nas przydzielono do pokoju razem.

W sumie jest już 26 maja- dzień mamy.

Wielkie śniadanie i ruszamy sprzątać salę. I odtąd już jest "my". Na rower i do domu, następnego dnia do kina, na spacer i tak już zostało.

25 maja 2009

Starzejemy się wciąż razem.

piątek, 22 maja 2009

Samotność w wielkim mieście.


"Tylko pstryk i już nie ma mnie
Czasem tylko tego chcę"
Robi się ciepło, sesyjnie.
Boję się egzaminów.

Rośnie ilość napięć między nami.
Bo nie możesz umyc naczyń, bo jestem myślami gdzieś daleko, bo nie możemy się normalnie spotykać, bo nasze plany na przyszłość są bardzo trudne do zrealizowania, bo jak ich nie zrealizujemy, to nie będzie "my".

Wracam z uczelni, wreszcie uwolniłam się od Asystenta-Jaskiniowca.
Tyle ludzi. Tyle ludzi na chodniku i w tramwaju i łaża mi po ścieżce rowerowej!
A ja się czuje samotna, chociaz otacza mnie tłum.
Brakuje kogoś kto mnie schowa do kieszeni.

"Zostawić wszystkich was".

wtorek, 5 maja 2009

finding myself making every possible mistake.

Ci tam, stojący przy pianiście –
On, ona wszyscy: sopran, tenor,
Bas; ulubione ich piosenki;
Świece wbrew cieniom
Jasne, wbrew dniom żywe dźwięki… –
Czyż ktoś im rzekł, że lat bieg… –
Jakim tłumem kołują, lecą chore liście!

Ci tam, przycinający krzewy –
Starsi i młodsi – brzegi ścieżek
Oczyszczający z mchu starannie;
Warstewka świeżej
Farby na ławkach i altanie… –
Czyż ktoś z nich zgadł, że bieg lat… –
Spójrz, spójrz, jak tną skrzydłami burzę białe mewy!

Ci, na polanie w dzień gorący –
Chłopcy, dziewczęta – obrus w cieniu,
Śniadanie wydobyte z koszy –
I, w rozbawieniu,
Śmiech, kiedy pies wiewiórki płoszy… –
Czyż ktoś im rzekł, że lat bieg… –
Mur odarty z róż, z resztek ich przegniłych pnączy.

Ci tam, z ufnością tak olbrzymią –
On, ona wszyscy – przez trawniki
Nowego domu taszczący stół, kilim
Dwa foteliki –
Co najlepszego w życiu zgromadzili… –
Czyż ktoś z nich zgadł, że bieg lat… –
Deszcz spływa w rowki liter w kamieniu, ich imion.

Tłumaczenie Stanisława Barańczaka-Thomasa Hardy'ego "Gdy wiatr i deszcz".

Nie znałam.